Reżyserem „Dwunastu gniewnych ludzi” jest Sidney Lumet, Amerykanin żydowskiego pochodzenia. Urodził się w 1924 roku. Do największych sukcesów reżyserskich Lumeta można poza „gniewnymi” zaliczyć także „Morderstwo w Orient Ekspresie”, „Adwokat diabła” czy „Werdykt”. Jego wykształcenie rozpoczęło się już w młodych latach, ponieważ dość często gościł na Broadwayu, a jak wiadomo tam tkwią korzenie późniejszego przemysłu filmowego z Hollywood. To z tych doświadczeń wynika jego zamiłowanie przede wszystkim do dobrej gry aktorskiej i dialogu, a potem efektów specjalnych, co udowodnił w swoich licznych filmach. Początkowo uczył jak grać w High School of Professional Arts. Jako reżyser debiutował w produkcjach CBS, w tym serialach i sztukach telewizyjnych. Reżyserski debiut sceniczny, oczywiście na Broadwayu, to „The Doctor’s Dilemma” Shawa. Za debiut filmowy, czyli właśnie „dwunastu gniewnych ludzi” otrzymał nominację do Oskara, co oczywiście zapewniło mu brawurowy start w rzeczywistości kinematograficznej. Ma na swoim koncie także Oskara w ramach uznania dla twórczości, którego otrzymał w 2005 roku.
Jednym z największych dzieł światowego kina jest obraz nakręcony w 1957 roku noszący tytuł „Dwunastu gniewnych ludzi”. Film został wyreżyserowany przez Sidneya Lumeta, a największe gwiazdy w nim grające to niezastąpiony Henry Fonda i Lee J. Cobb. Autorem zdjęć jest Borys Kaufman, scenariusz napisał Reginald Rose. Co sprawia, że ten nominowany do Oskara czarno-biały obraz do dziś zachwyca rzesze fanów kina? Przede wszystkim brawurowa gra głównych aktorów.
Bo do wokół niej obraca się cała akcja, rozgrywająca się głównie w ciasnym, gorącym pomieszczeniu. Obraduje w nim dwunastu przysięgłych, którzy mają zdecydować o winie mężczyzny oskarżonego o zabicie swojego ojca. Sprawa na początku wydaje się mieć jedyny możliwy wyrok, jednak jeden z sędziów, grany przez Fondę, zgłasza wątpliwości. Rozpoczyna się ponad godzinny etap, w którym widzowie obserwują burzliwą dyskusję. Całość wywiera piorunujący efekt i trzyma oglądającego w napięciu do końca. Niezwykłość obrazu jest szczególnie dziś zauważalna, prawdopodobnie przez nieobecność tego typu obrazów we współczesnej kinematografii.
We współczesnej kinematografii jest mało filmów, które opierały by swoją akcję tylko na dialogach.
Oczywiście można wymienić takie tytuły jak „Telefon”, jednak napięcie jest w nich wspierane przez efekty specjalne, muzykę i wielość rekwizytów. Bazują częściej na zmienności otoczenia. W „Dwunastu gniewnych” całe napięcie wytwarzane jest przez zamkniętych w pokoju sędziów. To oni są jego autorami, oni je podtrzymują i zwiększają, oni poddawani są kolejnym falom napięciowym skierowanym do nich przez debatujących. Napięcie jest w tym filmie najbardziej charakterystycznym, a jednocześnie przytłaczającym elementem. Uwidacznia się ono w pocie ściekającym ze zmęczonych dysputantów, w ich spoconych twarzach i zmęczonych oczach. Odpowiedzialne za jego skoki są oczywiście poszczególne etapy rozmów, powodujące, że raz atmosfera gęstnieje, staje się skrajnie nerwowa, by za chwilę wyciszyć się podczas logicznego dowodzenia swoich przekonań przez broniącego. Budowanie napięcia poprzez grę aktorską, wsparte jest też poprzez scenografię, której monotonia zmusza widza do skupienia się na każdej kwestii.